Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas wolny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Happy New Year! In Roma :)

Kochani :) 

W nowym roku życzę Wam możliwości do spełniania marzeń i żeby każdego dnia stało się coś w stylu "made my day" ;)

I przy okazji zapraszam na Sylwestra w Rzymie :D

https://amicidebici.wordpress.com/2017/12/30/sylwester-w-rzymie/ 

sobota, 23 grudnia 2017

Święta w Rzymie :)

Kochani,  z okazji Świąt zabieram  Was dziś  do Rzymu,  na mojego bloga z podróży  :)) 

Buon natale czyli Święta Bożego Narodzenia w Rzymie :) 

I jednocześnie życzę Wam,  żeby to był cudowny,  spokojny czas,  pełen smakołyków i dobrych chwil :) 

Buziaki z Włoch :)
N. 


poniedziałek, 4 września 2017

Kosmetyki, których brakuje mi w podróży

Witajcie Kochani :)

Z pewnym poślizgiem, ale jest post ;)

To już miesiąc odkąd jesteśmy w podróży po Europie. Pewnie jeszcze nie jest to odpowiednio miarodajne, ale podzielę się z Wami moimi kosmetycznymi tęsknotami :) 

Kremy
Wszelkiego rodzaju kremy. Do rąk, do twarzy, do ciała. 
Zabrałam ze sobą olejek arganowy 3 w 1 (ciało, twarz, włosy), ale nie jest to mój ulubiony kosmetyk (o nim w innym poście). 
Mam też kilka próbek na czarną godzinę. NeuroHialuron od Bielendy już otworzyłam i powiem Wam, że wspaniale poradził sobie z moją przesuszoną twarzą. Chyba się na niego skuszę jak wrócę do domu (o ile jeszcze będzie), chociaż niby jest do twarzy w wieku po 40, ale co tam :P
 



Tusz do rzęs
Na urlopie nie używam, ale po urlopie lubię się wypindrzyć ;) tutaj nie ma okazji ani potrzeby, chociaż tusz ze sobą wzięłam, ale jakoś nie ma po co go użyć... 

Płyn pod prysznic
Uwielbiam pachnące żele pod prysznic i pachnącą piankę, a tu tylko mydło i mydło... chyba się skuszę i kupię sobie któregoś razu jakiś malutki żelik pod prysznic. Najmniejszy na świecie, żeby nie był zbyt ciężki (trzeba to wozić ze sobą) ale żeby chociaż troszkę mi poprawił humor ;)

Płyn micelarny
Nie używam namiętnie ani toników, ani płynów, ani wód, ale lubię od czasu do czasu sobie przemyć twarz takim kosmetykiem, a tu dupka. O wożeniu płynu mogę zapomnieć, a czasem by się chciało postać przed lustrem.

Lakier do paznokci
Nie jestem fanką malowania sobie paznokci, nigdy mi się nie chce tego robić, ale lubię mieć je pomalowane od czasu do czasu, a teraz nie ma lakieru. Niektóre podróżniczki biorą ze sobą lakiery - ale to się wiąże z braniem zmywacza... a jak już brać to przecież nie jeden kolor... no i tak teraz patrzę na te moje niepomalowane pazury i trochę tęsknię za kolorkami ;)

Odżywki do włosów
Nie stosuję ich namiętnie ale czasem, dla przyjemności, tak. A teraz mogę zapomnieć, musi mi wystarczyć tylko jakiś  wymyślny szampon... 

Ech! Jest super, ale od czasu do czasu tęskno mi za domowym komfortem :) I komfortem robienia zakupów, wrzucania do koszyka czego tylko mi się podoba ;)


Większość z Was ma zapewne już urlopy za sobą, więc pewnie jesteście na etapie cieszenia się, że wróciliście do jakichś ulubionych kosmetyków. Dajcie znać, czego Wam brakuje na wyjazdach i do czego lubicie wracać ;)

Pozdrowienia z Chorwacji!
N.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Wiedeński pobyt :)

Kochani,
dzisiaj mam dla Was krótką notatkę z Wiednia :)

Kto był w tym mieście, niech podzieli się wrażeniami, a kto nie był, może nabierze ochoty po kilku słowach :)

Pierwsze co według mnie rzuca się w oczy, to to, że Wiedeń jest bardzo duży i cały zabytkowy - a w zasadzie cały "Ring" czyli coś w rodzaju starego miasta.


Świetnie pomyślana sieć dróg rowerowych sprawia, że jest to miasto idealne do zwiedzania go na rowerze. Dodatkowo kierowcy traktują rowerzystów na równi z innymi kierowcami, jeżdżą bezpiecznie, rowerzyści nie są niechcianym i koniecznym złem na drogach, wręcz przeciwnie. 

Wiedeń to trochę taki "mały Paryż". Nie jest taki przytłaczający jak Paryż, nie ocieka tak złotem. Jest bardzo wysmakowany, choć również bogato zdobiony.



Najbardziej  niesamowite jest to, że w tych wszystkich pałacach zamieszkiwali kiedyś władcy, cesarzowie, królowie, hrabiowie :)

Podobało mi się również to, że wszystkie parki, wszystkie zabytki  można zobaczyć z bliska, spacerować po ogrodach cesarskich, po podwórkach pałaców. Wejście do środka jest już płatne, ale przejście przez bramę nie, a przecież zdarza się, że właśnie już przy bramie biletują.
Również część kościołów jest bezpłatna i można podziwiać wspaniałe wnętrza za darmo.


Niestety nie udało mi się zjeść nic typowo wiedeńskiego, ani nawet wypić kawy (poza tą w domu :P). No trudno, za to byliśmy na Praterze (zaliczyliśmy górską kolejkę i dom zombie, strasznie wrzeszczałam, chociaż wcale nie było tak fajnie :P) i w muzeum techniki ;) 

Bardzo mi się podobało w Wiedniu, podobała mi się ta przestrzenność miasta i jednocześnie jego monumentalność, oraz to, że wszędzie słychać różne języki (chociaż najczęściej polski, a potem niemiecki, w tej kolejności :P) 



gorące pozdrowienia z alpejskiego Grobming :)
N.

piątek, 4 sierpnia 2017

Wielki wyjazd :)

Kochani!

Nadeszła chwila wyjazdu! :) 
W pracy płacz, tyle wspaniałych osób trzeba było pożegnać, w domu płacz, ale teraz pora na przygodę życia :) (chociaż targają mną takie różne dziwne myśli...)

Na początek wizyta u znajomych we Wrocławiu, a później zaczynamy Czechami, Austrią, Słowenią i Bałkany :) w listopadzie musimy znaleźć się w Rzymie, i w marcu dalej na północ aż do Norwegii ;)


W związku z tym chcę Was ponownie zaprosić na mój blog podróżniczy: https://amicidebici.wordpress.com/  oraz na Facebooka :) https://www.facebook.com/amicidebici/ 

Mam nadzieję, że będę mogła nadal, mniej więcej co tydzień pisać do Was o nowych kosmetykach - tym razem z całej Europy :) kiedy już skończą się zapasy ;)   

Buziaczki! :) 

N.


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Wpis pourlopowy :)


Witajcie :)

Wróciłam z urlopu, jak zwykle za krótkiego ;) 


Z urlopu pełnego słońca, pięknej pogody, niesamowitych widoków i smacznego jedzenia ;)



Przyznam, że zakochałam się w Majorce. 
Cudowna wyspa na której można się dogadać po angielsku i niemiecku, mimo, że podstawowymi językami są hiszpański i kataloński.
Objechaliśmy ją rowerami dookoła, zrobiliśmy nieco ponad 600 km, jak nas to niezbyt dużo :)


Bardzo ciężko teraz będzie wrócić do codziennej siedzącej rutyny…


Co zaś tyczy się kosmetyków jakie zabrałam, to mydełko Palmolive starczyło na jakieś cztery – pięć dni. 
Wydaje mi się, że to mało, ale z drugiej strony poza tym, że myły się nim dwie osoby oraz, że było używane do mycia rąk, to jeszcze nim praliśmy codziennie nasze rzeczy.

Musieliśmy więc kupić mydło na miejscu. 
Było to pewne wyzwanie, ponieważ na Zachodzie w większych sklepach takie rzeczy jak mydło (ale też lody czy np. papier toaletowy) są sprzedawane w wielopakach. 
Naprawdę ciężko kupić jedną sztukę, a jeśli chodzi np. o lody to jest to wręcz niemożliwe, pojedyncze sztuki tylko w lodziarniach i małych sklepikach.

W każdym razie udało nam się kupić całkiem fajne mydełko (za 2 euro… tańszych nie uświadczysz), z lekko peelingującymi drobinkami – otrębami owsianymi. 
Pomysł bardzo fajny, a mydełko pachniało ładnie i przyjemnie, trochę migdałowo.



Bardzo dobrze się pieniło i prało i starczyło na dwa dni :P 
Na szczęście później spaliśmy w takich miejscach, gdzie mydełko było standardem dla gości ;)

Szampon 30 ml okazał się również absolutnie za małą ilością, starczył na trzy – cztery dni. 
Kupiliśmy 100 ml tamtejszego szamponu (nazywał się Nelly). 
Był to zwykły przeciętniak, do każdego rodzaju włosów, nie robiłam nawet zdjęć. 
Miał zapach miętowo – jagodowy, ale czuć go było delikatnie tylko miętą – nie chłodził jednak jak niektóre nasze szampony.

Nie robił też niczego z włosami. Po prostu je mył i nie plątał. Był okej.

Jednym z niewielu plusów powrotu do domu jest to, że mogłam użyć pod prysznicem tych wszystkich moich kosmetyków, których ze sobą nie wzięłam :D

Najbardziej brakowało mi tak naprawdę balsamu. 
Zawsze zapominam, że moja sucha skóra po zetknięciu ze słońcem wysusza się jeszcze bardziej, tak, że aż widać białe linie, nie wspominając już o białych śladach po podrapaniu.

W każdym razie wróciłam i trzeba stawić czoła rzeczywistości. Nie będzie to łatwe.




A Wam czego z kosmetyków brakuje na wyjazdach? 
Czy może zabieracie wszystko co potrzebne? :)

I jak radzicie sobie po powrocie z urlopu ;)

Buziaki :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...