niedziela, 20 sierpnia 2017

Wiedeński pobyt :)

Kochani,
dzisiaj mam dla Was krótką notatkę z Wiednia :)

Kto był w tym mieście, niech podzieli się wrażeniami, a kto nie był, może nabierze ochoty po kilku słowach :)

Pierwsze co według mnie rzuca się w oczy, to to, że Wiedeń jest bardzo duży i cały zabytkowy - a w zasadzie cały "Ring" czyli coś w rodzaju starego miasta.


Świetnie pomyślana sieć dróg rowerowych sprawia, że jest to miasto idealne do zwiedzania go na rowerze. Dodatkowo kierowcy traktują rowerzystów na równi z innymi kierowcami, jeżdżą bezpiecznie, rowerzyści nie są niechcianym i koniecznym złem na drogach, wręcz przeciwnie. 

Wiedeń to trochę taki "mały Paryż". Nie jest taki przytłaczający jak Paryż, nie ocieka tak złotem. Jest bardzo wysmakowany, choć również bogato zdobiony.



Najbardziej  niesamowite jest to, że w tych wszystkich pałacach zamieszkiwali kiedyś władcy, cesarzowie, królowie, hrabiowie :)

Podobało mi się również to, że wszystkie parki, wszystkie zabytki  można zobaczyć z bliska, spacerować po ogrodach cesarskich, po podwórkach pałaców. Wejście do środka jest już płatne, ale przejście przez bramę nie, a przecież zdarza się, że właśnie już przy bramie biletują.
Również część kościołów jest bezpłatna i można podziwiać wspaniałe wnętrza za darmo.


Niestety nie udało mi się zjeść nic typowo wiedeńskiego, ani nawet wypić kawy (poza tą w domu :P). No trudno, za to byliśmy na Praterze (zaliczyliśmy górską kolejkę i dom zombie, strasznie wrzeszczałam, chociaż wcale nie było tak fajnie :P) i w muzeum techniki ;) 

Bardzo mi się podobało w Wiedniu, podobała mi się ta przestrzenność miasta i jednocześnie jego monumentalność, oraz to, że wszędzie słychać różne języki (chociaż najczęściej polski, a potem niemiecki, w tej kolejności :P) 



gorące pozdrowienia z alpejskiego Grobming :)
N.

sobota, 12 sierpnia 2017

Ślimak na włosach czyli szampon od Markell Bio Helix



Cześć kochani :)
Wyjazd ruszył ale ja mam dla Was garść recenzji,  o tym czego używałam,  nim zamknęliśmy drzwi od mieszkania na cztery spusty ;) 

Jednym z kosmetyków,  które namiętnie zużywałam był kosmetyk od Markell. 


Kupując ślimakowy krem  zgarnęłam od razu ślimakowy szampon od Markell z serii Bio Helix.
Odżywczy, wyrównujący powierzchnię włosa, nadający połysk.




Opakowanie

Butelka szamponu jest okrągła, twarda i ciężka
Sprawia wrażenie jakby tekturowej – szata graficzna analogiczna do kremiku. Otwarcie to taki „klik”, który naciskamy z jednej strony a otwiera się z drugiej.


Konsystencja i zapach

Szampon ma bardzo żelową konsystencję, jest przezroczysty, łatwo się go dozuje, pomimo twardości butelki. 
Bardzo łatwo się go wciera we włosy, dobrze się pieni i przyjemnie, świeżo pachnie. Zapach utrzymuje się na włosach.



Działanie

Kosmetyk ma odżywić, wygładzić i nadać połysk włosom, czy rzeczywiście? W zasadzie tak. 
Szampon nie dokonuje cudów, włosy nie są takie fajne, na jakie liczyłam, ale też nie jest źle, bo rzeczywiście są są gładkie i błyszczące, nie plączą się
Są też dobrze oczyszczone, nie przetłuszczają się bardziej niż normalnie ;) Nie są też obciążone



Skład
Skład niestety jest baaaardzo bogaty:


 

Podsumowanie

To niestety dość zwyczajny szampon – po ślimakowym kosmetyku spodziewałam się jakiegoś szału, a jest po prostu dobrze. Ładne, gładkie i oczyszczone włosy, lekko i przyjemnie pachnące.  Nie podrażnia skóry, nie wywołuje łupieżu czy swędzenia ale też nie przedłuża świeżości. 

Cieszę się, że wypróbowałam ten kosmetyk, ale mimo wszystko nie zakochałam się ;)



Pozdrowienia Wiednia :) 

N.

piątek, 4 sierpnia 2017

Wielki wyjazd :)

Kochani!

Nadeszła chwila wyjazdu! :) 
W pracy płacz, tyle wspaniałych osób trzeba było pożegnać, w domu płacz, ale teraz pora na przygodę życia :) (chociaż targają mną takie różne dziwne myśli...)

Na początek wizyta u znajomych we Wrocławiu, a później zaczynamy Czechami, Austrią, Słowenią i Bałkany :) w listopadzie musimy znaleźć się w Rzymie, i w marcu dalej na północ aż do Norwegii ;)


W związku z tym chcę Was ponownie zaprosić na mój blog podróżniczy: https://amicidebici.wordpress.com/  oraz na Facebooka :) https://www.facebook.com/amicidebici/ 

Mam nadzieję, że będę mogła nadal, mniej więcej co tydzień pisać do Was o nowych kosmetykach - tym razem z całej Europy :) kiedy już skończą się zapasy ;)   

Buziaczki! :) 

N.


sobota, 29 lipca 2017

Cettua - koreańskie plasterki oczyszczające



Witajcie :)

Skoro lato raczej brzydkie to my chociaż wyglądajmy ładnie! :)
 

Dzisiaj mam dla Was koreański oczar od Cettua w formie białych plasterków na nos.

Opakowanie jest ładne, a każdy plasterek jest w osobnej saszetce, których jest 6 w pudełeczku.


Obietnice producenta

Według producenta oczar oczyszcza pory, oczyszcza z zaskórników, redukuje zaczerwienienia, a przy okazji nawilża.


Zastosowanie

Nos nawilżamy wodą, plasterek naklejamy, dokładnie dociskając do skóry i zostawiamy tak na 10 – 15 minut.

Plasterek ma bardzo mocny klej, więc nie radzę przyklejać go na spalony słońcem nosek.


Ja wykorzystałam plasterek (przecinając go na pół) jeszcze w okolice ust, gdzie zbierają mi się syfki. Niestety nieopatrznie część oczaru przykleiłam do wargi… nie popełnijcie tego błędu i omijajcie usta, jeśli nie chcecie sobie zerwać skóry :P



Działanie

Nie sądziłam, że taki wynalazek może cokolwiek zdziałać. Ale bardzo się zdziwiłam :)

Oglądanie wystających syfków, przeklejonych do plasterka to fascynujące zajęcie :D Plasterek wspaniale oczyszcza pory, pozostawia skórę gładką i redukuje sebum
Nie miałam zaczerwień więc tu ciężko mi się wypowiedzieć. 



Podsumowanie

To pierwsze takie ustrojstwo z którym mam do czynienia i jestem bardzo zadowolona
Chociaż plasterki mogłyby być większe.

Dobrze się je przykleja i łatwo odkleja, co nie przeszkadza mieć im dobry klej.

Świetnie oczyszczają, ale oczywiście nie jest to trwałe działanie, wkrótce znów tworzą się zaskórniki.


A wy, stosujecie takie oczyszające plasterki? :)

Pozdrawiam Was w ten mało letni dzień ;)

N.

sobota, 22 lipca 2017

Urlop w Świnoujściu



Cześć Kochani! :)

Wróciłam dziś z rodzinnego urlopu w Świnoujściu. Było lepiej niż się spodziewałam się ;)
Myślałam, że nie będzie co robić, a z siostrą i mamą będę się bezustannie kłócić. Jednak okazało się, że bez trudu znajdywałyśmy sobie zajęcia i nawet się na siebie za bardzo nie denerwowałyśmy ;)
Co do samego miasta - kto był w Świnoujściu ten wie, że to trochę inne miejsce niż taka Łeba czy Karwia. Kto nie był, to pewnie też jest tego świadom ;)


Atuty turystyczne -  rekreacyjne
Świnoujście ma rzeczywiście wspaniałą plażę – taką wypoczynkową. 
Długa, szeroka, piaszczysta i ładna fajna. Można po niej spacerować kilometrami, a można wybrać sobie dogodne miejsce na smażing.
Dodatkowo w wodzie są miejsca, gdzie morze sięga do kostek i można tak iść dobry kawałek od brzegu :) albo nagle się robi bardzo płytko.
Dodatkowo bardzo ładne centrum miasta wraz z promenadą (w ogóle miasto ładne i zadbane), po których można dużo spacerować, przyjemna marina, port, parki oraz forty, do których można sobie zrobić miłą wycieczkę.


Atuty turystyczne -  sportowe
Oprócz spacerów, na których się skupiałyśmy, w związku z czym nie czuję nóg :P Świnoujście jest bardzo nastawione na rowerzystów. Wiele ścieżek i dróżek, oraz dróg rowerowych. Długą drogą rowerową możemy przejechać sobie na niemiecką stronę (która jest tak przeurocza, że oczy wyłażą :P)

Atuty kulinarne
To najważniejsze :D właściwie większość naszego budżetu przeżarłyśmy :P głównie na wędzone ryby, których jeszcze nigdy nie zjadłam w takich ilościach :P były przepyszne, świeżutkie i drogie :p
Ale były też gofry, lody, buble tea i inne frykasy ;) 
Na Promenadzie znajdziemy wszystko czego dusza zapragnie, słodkie, słone, do picia, do jedzenia, na zimno i na ciepło ;)

Pogoda
Pogoda, jak to pogoda nad polskim morzem, bardzo w kratkę. Udało nam się opalić, jednak na plaży byłyśmy raptem kilka razy. Wieczory były zimne a komary gryzą w Świnoujściu jak szalone, w tym roku przede wszystkim. Więc mimo, że jest końcówka lipca, to tam, momentami  nie czuć było, że w ogóle jest lato.

„Egzotyka”
Bardzo ciekawa jest wszechobecność Niemców po polskiej stronie oraz to, że mieszkańcy są absolutnie dwujęzyczni, to niesamowite :) 
Ale już niezbyt fajne jest to, że po polskiej stronie można płacić w euro i napisy są po niemiecku, ale po niemieckiej stronie płacimy tylko w euro i napisy są tylko po niemiecku. Nie jestem nacjonalistką, ani nie mam nic przeciwko mieszaniu się kultur, ale taka jednostronność jest trochę nie w porządku ;)

Podsumowanie
Nad Bałtykiem nie byłam już kilka lat. 
Zwłaszcza w celach takich stricte wypoczynkowych. Na studiach miałam ukochanego w Gdańsku, jeździłam do niego za ostatnie uciułane oszczędności, ale niewiele czasu spędzaliśmy na plaży :P
Urlop nad morzem kojarzy mi się albo z koloniami albo z okropnymi, przenudnymi i pełnymi nerwów wakacjami z rodzicami.
Tym razem było fajnie i myślę, że każdemu udałoby się odpocząć w takim mieście, dla dzieci również są tam miejsca, na których można spędzić czas. Ale należy być uzbrojonym w duży budżet finansowy ;)



A wy, bywacie na urlopach nad polskim morzem? :)

pozdrawiam już z Łodzi,
N. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...