sobota, 29 kwietnia 2017

Kokosowa rozkosz od Fa

Witajcie majówkowo :)

Chociaż majówka nas nie rozpieszcza, to mam dla Was coś, co powinno sprawić Wam wiele przyjemności. 
O ile lubicie kokosy ;) (nie tylko zarabiać ;P)

Linia Fa Coconut to pielęgnacja z dodatkiem ekstraktu z kokosa
Ja miałam okazję brać kąpiele z wersją Coconut Milk i powiem Wam, że to jeden  z tych żeli, które chcecie zjeść :P

Opakowanie
Opakowanie kosmetyku jest zwyczajne, obłe w białym kolorze – jak to mleczko kokosowe, z kokosem na zdjęciu. 
Nie pobudza jakoś wyobraźni i nie łapie wzroku, kiedy przeglądamy asortyment drogerii.

Nie mniej jednak butelka jest wygodna – z tym, że kiedy żelu jest mniej to nie postawimy jej na zamknięciu, musimy poczekać, aż kosmetyk spłynie. Ale spływa szybko ;)

Zapach
To jest właśnie to, co sprawia, że mam ochotę wypić ten żel na raz :P soczysty, słodki, prawdziwie kokosowy zapach :) 
Świetny, na pewno przypadnie do gustu wszystkim tym, którzy lubią takie nuty :) Na skórze nie pozostaje jednak zbyt długo. Smutek.

Konsystencja
Bardziej niż żel przypomina mleczko, rzadkie ale nie lejące się. Wygodne w użyciu i dobrze się pieni.

Działanie
Według producenta Fa Cocunut mają chronić skórę przed wysuszeniem, pozostawiać ją miękką i odświeżoną.
Dobrym testem było mycie skóry mocno przesuszonej po urlopie na Cyprze 

Nie sądzę, aby Fa samo w sobie poradziło sobie z moją skórą, raczej brak słońca (ta polska wiosna) z kremami do spółki, ale na pewno nie pogorszyło jej stanu, a po kąpieli była mięciutka i przyjemna w dotyku, nie przesuszona.

Podsumowanie
Jak widzicie, nie ma co sądzić po pozorach. Niewinnie wyglądający żel pod prysznic od Fa (który kosztuje raptem jakieś 7 zł za duże opakowanie) pachnie obłędnie i działa dobrze
Czego więcej chcieć? Ja się z pewnością jeszcze na niego skuszę :)

A wy, czego używacie w te chłodne wiosenne wieczory do kąpieli? ;)

Pozdrawiam, N.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Rexona - truskawka i morela

Witajcie, Kochani :)
Skoro wiosna tak niechętnie do nas zagląda, to ja mam dla Was wiosenny zapach.

Rexona Sexy Bouquet, Strawberry & Apricot.
źródło: http://www.rexona.com.au/Images/2975/2975-941878-Single_Women_Sexy%20Bouquet_Aerosol-250ml_AUS.png

Opakowanie
Metalowa buteleczka zwyczajna, ale ładnie ozdobiona. 
Chociaż nie w moim guście, ale sądzę, że wielu kobietom czy dziewczynom przypadnie do gustu jej cukierkowa, różowa szata graficzna.

Wydaje mi się, że szata nieźle oddaje zapach.

Psikacz ma też możliwość zablokowania, dzięki czemu nie psiknie nam się niepożądany, na przykład w torebce (a wierzcie mi, nie chcecie tego).

Zapach i aerozol
A zapach jest słodki, prawie ciężki, ale dość szybko się ulatnia i pozostawia subtelną, słodką woń na skórze.

Nawet czuć truskawkę i morelę.

Wolę zapachy ostrzejsze albo „wodne”, ale ten – kwiatowo owocowy, chociaż nie do końca w moim guście, to pasuje mi.

Aerozol ma jednak tę nieprzyjemną właściwość, że po rozpyleniu go w pokoju (konkretnie, w moim przypadku w niewielkiej łazience) jest aż gęsto od zawiesistego zapachu
Nie wiem jak nazwać to, co się dzieje po psiknięciu tą Rexoną, ale muszę uciekać z łazienki i zostawić drzwi szeroko otwarte, bo nie da się oddychać.

Ciężki, słodki zapach dusi i drażni, jakby rozpylony został w powietrzu pyłek.

To bardzo denerwujące i nie podoba mi się, więc raczej przekreśla szanse tej linii na zakup jej ponownie przeze mnie.

Działanie
Kiedy już przewietrzymy pomieszczenie i nasze paszki ładnie pachną, mamy ten komfort, że ubranie nie zostanie pobrudzone na biało.

Skóra po nim nie jest podrażniona ale też nie jest należycie zabezpieczona
To jest antyperspirant dla kogoś, kto nie planuje się za bardzo spocić w ciągu dnia.
W przeciwnym razie skóra będzie się nieco lepić, a my będziemy czuć się nieświeżo.

Po całym dniu raczej nie czuć Rexony, zabieg trzeba powtórzyć w ciągu dnia, jeśli zależy nam na świeżości.

Podsumowanie
Rexona Sexy Bouquet, Strawberry & Apricot to bardzo słodko pachnący antiperspirant, który niestety dusi chwilę po rozpyleniu.

Ma słodki, owocowy zapach, całkiem przyjemny, ale nie utrzymuje się długo, jedno psiknięcie rano nie zapewnia też komfortowej ochrony przez cały dzień.


Znacie ten deodorant? Co o nim sądzicie? :)
pozdrawiam Was, N.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Cypryjskie wspomnienia - zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia ;)

Witajcie Kochani :)

Wróciłam z urlopu i mam dla Was garść jeszcze gorących wspomnień ;)
Jak widzę, co się dzieje za oknem to może przyjemnie Wam się zrobi, jeśli poczytacie trochę o cieplutkim miejscu ;)
A więc zaczynamy :)

Na początek – nasz urlop, to była wyprawa rowerowa dookoła Cypru. Ja zrobiłam około 800 km i ponad 9 tys. Przewyższeń (czyli podjazdów, czyli mozolnego wślimaczania się pod górkę)

Zaczęliśmy w Larnace i udaliśmy się na północ, na turecką stronę i powolutku na zachód, potem na południe, żeby w Larnace zakończyć.
Okej, to teraz jak było :)

Uczucia Cypr wzbudził w nas mieszane, posłuchajcie:

Pogoda – było ciepło, co tu dużo mówić. Właściwie codziennie przynajmniej 25 stopni, poza dniem w górach, gdzie na 1800 m npm były stopnie 3 :P 

Już na drugi dzień byliśmy czerwoni niczym raki. 
Wieczory jednak były chłodne (jeśli można mówić o chłodzie przy około 15 stopniach).

Wiatr targał naszą złuszczającą się skórę, a czasem nawet zagrzmiało i spadł deszcz (kucanie pod krzakiem w czasie ulewy nie uchroni Was przed zmoknięciem, uwierzcie mi :P).

Krajobrazy  - południe -  od półwyspu Akamas do Larnaki, to najpiękniejsze miejsca Cypru. Wcześniej też ładnie, rzecz jasna, ale nie, żeby nas oszołomiło ;)

Miasta – paskudne. Miasta, wsie, wszystko brzydkie. Bez ładu i składu, bez charakteru.
Północna część pełna opuszczonych willi turystycznych - całe osiedla, wybudowane tylko do szkieletów, albo nawet i całe, jakby czekały tylko aż się wniesie do nich meble. Stoją i niszczeją. 

Zabytki – niezbyt wiele, niezbyt imponujące. Jest kilka ciekawych perełek, głównie po tureckiej stronie, głównie są to meczety (i meczety przerobione z kościołów), oraz miejsca związane z religią. 
Ciekawym miasteczkiem jest Lefkara, stoją w nim, jako jedne z niewielu na wyspie, domki z żółtej cegły (wioseczka w typie tych, jakich na pęczki znajdziecie we włoskich czy francuskich wsiach)



Jedzenie – słabe. Nie było co jeść… nic dobrego, a chleb na tyle kiepski, że woleliśmy jeść chleb tostowy, zwłaszcza, że na kwaterach były przeważnie tostery.
Nawet kebab był lepszy z budki na Dworcu Centralnym, niż w jakiejś super tureckiej knajpie :P

Zasmakował nam jedynie biały, słony ser z Lidla :P oraz smażony halloumi. No i jedna z ich sangrii :P
Słodycze strasznie słodkie. Nawet niezłe, ale bez szału. 

Natomiast fajne było to, że poza pomarańczami, rosną tam również banany :D i mogliśmy ich jeść aż do rozpuku :P 

Ludzie – sympatyczni i chętni do pomocy. Mężczyźni po tureckiej stronie zadbani i przystojni ;)

Podział turecko – grecki – to jeden z najciekawszych aspektów wyspy. Północna część jest turecka, a południowa grecka. 
Grecy ostrzegają przed złymi Turkami. Turecka waluta po greckiej stronie jest nielegalna. 
Turcy wkurzają Greków jak tylko mogą. Na zboczach gór w Nikozji widnieją wielkie flagi tureckie, które widać z greckiej strony. Przy granicy napis TRNC FOREVER (czyli turecka republika północnego Cypru na zawsze). 
Natomiast Grecy po swojej stronie wciąż mają zasieki i barykady.



Zwierzęta - na Cyprze jest mnóstwo kotów :) 
Niektóre są milusińskie inne pół dzikie. 
Ludzie o nie raczej dbają, karmią je, stawiają im domki. Nie ma zbyt wielu psów (ku mojej uciesze, psy szczekają i gonią rowery, a ja się zawsze wtedy boję). 

Niewiele jest też hodowli owiec, czy krów, więc krajobrazy raczej pozbawione są pastwisk. 
Wydaje się, że zwierzęta są tu traktowane trochę lepiej niż w Grecji


Podsumowując, to ciekawe miejsce na tydzień, góra dwa. 

Wyspa jest mała, można się zakotwiczyć w jakimś przyjemnym pensjonacie i robić wypady po wyspie, lub objechać ją dookoła, samochodem lub rowerem, jak my.

Ruch jest lewostronny, więc trzeba się pilnować ;) Ale kierowcy raczej uważają na takich zapominalskich z innych stron świata z ruchem prawostronnym ;)

Z łatwością można się dogadać po angielsku, wszyscy mówią mniej lub bardziej (częściej bardziej). Jest też wielu Brytyjczyków, oraz Rosjan - zatem i po rosyjsku można próbować gawarić ;) 

Baza noclegowa bogata – ale raczej w noclegi pod dachami, kampingów na całej wyspie jest kilka, chyba teraz były jeszcze zamknięte, nie wiem, sypialiśmy na kwaterach ;)

Cenowo dość drogo, ale nie bardzo drogo. Mniej więcej o połowę niż w Polsce.

Ciekawa jest świadomość, że  z Cypru jest tylko 100 km do Syrii. Spodziewaliśmy się więc bardzo wschodniej kultury i architektury, a jest tam dość grecko


A Wy, byliście kiedyś na Cyprze? :)

Pozdrawiam Was ciepło, N. :)

sobota, 1 kwietnia 2017

Cypryjska przerwa urlopowa :)

Moi Kochani :)

Muszę Was poinformować, że od jutra do świąt będę się urlopować na Cyprze, w związku z czym najbliższy post może pojawić się dopiero po świętach :)

Ale może uda mi się napisać coś do Was jeszcze zza granicy :)

Tymczasem buziaki,
trzymajcie się i korzystajcie z pogody, która nam się piękna zrobiła :)

N. 



wtorek, 28 marca 2017

Abisyński olejek w kremie do ciała od Bielendy

Witajcie wiosennie :)

Kochani, lubicie zapach cynamonu i wanilii?
Jeśli tak, to mam dla Was bardzo sympatyczny produkt od Bielendy – Abisyński olejek w kremie do ciała.

Znacie taki krem (również Bielendy) Powitanie Afryki? Ten zapach bardzo mi się kojarzy z tym produktem.

Opakowanie
Kremik dostajemy w ładnej tubce stawianej na zamknięciu. Miękki plastik pozwala łatwo wyciskać kosmetyk z środka.

Co nam obiecuje producent?
 Olejek w kremie to absolutnie unikalny, wyjątkowy kosmetyk do codziennej pielęgnacji ciała. Innowacyjna formuła, która łączy w sobie bogactwo i szlachetność naturalnego Oleju abisyńskiego z nawilżającą pielęgnacją kremu spełni nawet najwyższe wymagania skóry.

Odżywczy olejek zatopiony w aksamitnej kremowej konsystencji szybko i skutecznie poprawia kondycję skóry i sprawia, że twoje ciało staje się widocznie piękniejsze i bardziej gładkie.

Jego intensywne nawilżające działanie zmiękcza i uelastycznia skórę. Olejek abisyński to bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych.

Szybko i łatwa wnika w głębsze warstwy skóry, co pomaga w uzupełnieniu utraconych lipidów i zapewnia intensywne nawilżenie nawet, gdy skóra jest bardzo wysuszona, a ciało pozbawione jędrności.

Odżywia, dodaje blasku i przynosi ulgę suchej skórze, likwiduje szorstkość.

Poczuj magię i siłę oddziaływania naturalnego olejku, który nada twojemu ciału wyjątkową elastyczność, a nietłusta kremowa formuła pozwoli na szybkie wchłonięcie się kosmetyku i nie pozostawi tłustej warstwy.

Efekt: Twoja skóra będzie nawilżona, jedwabiście gładka i pełna niepowtarzalnego blasku, a Twoje ciało stanie się miękkie i delikatne w dotyku.

Czy rzeczywiście?

Konsystencja
To balsam o zaskakująco nietłustej formule
Trochę innej, niż zwykle mają kremy.

Łatwo się wchłania, chociaż trzeba chwilę pomasować skórę, żeby go wetrzeć. Nie zostawia lepkiego filmu ani się nie roluje.

Działanie
Krem wsmarowany w świeżo ogolone nogi nie powoduje szczypania ani podrażnień, plus dla niego :)
Pozostawia skórę nawilżoną i miękką. Nie jest to efekt długotrwały, raczej starcza dzień – dwa.

Podsumowanie
To w sumie zwyczajny krem nawilżający
Nie działa cudów, ale też nie szkodzi. A jego dodatkowym atutem jest naprawdę przyjemny zapach :)


Myślę, że dla wielbicieli takich nut będzie w sam raz :)

Znacie olejki w kremie? Lubicie takie kosmetyki? :)

pozdrawiam,
N.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...