Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do ciała. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Żel aloesowy Aloe Pura

Hej, hej :)

Wszyscy chyba już próbowali żeli aloesowych, więc i  na mnie przyszedł czas ;) 
Organiczny Aloesowy Żel od Aloe Pura - dostałam go w prezencie gwiazdkowym i niedawno zaczęłam się z nim zapoznawać.

Opakowanie
Żel jest w zwykłej, miękkiej tubce. Przezroczystej, widać więc ile produktu jest w środku. 
Konsystencja i zapach
Żel ma konsystencję bezbarwnego żelu, po prostu. Zapach ma bardzo naturalny i neutralny pachnie mazią aloesową ;)  Moim zdaniem na plus.

Zastosowanie
Według informacji ten żel możemy stosować do wszystkiego. Jako żel pod prysznic, jako odżywkę do włosów, jako nawilżający balsam do ciała, na poparzenia. 

Ja zaczęłam go stosować, bo nie miałam nic lepszego w swoich zbiorach w momencie, kiedy krem z Avonu strasznie mnie uczulił (tak myślę, że to on). Moja twarz była zaczerwieniona i cała w swędzących bąbelkach a do tego okropnie przesuszona, skóra aż schodziła płatkami.

Pierwotnie stosowałam więc żel aloesowy. To co mi się początkowo rzuciło "w oczy", to jego funkcja chłodząca, trwało to chwilę ale było nawet przyjemne, biorąc pod uwagę, że moja twarz była rozpalona od uczulenia.

Żel na pewno też nawilżał, przynajmniej znajdując się na skórze, stosowałam go około 3 dni, na noc, na dzień i w ciągu dnia. Nie zauważyłam jednak znacznej poprawy mojej cery więc ostatecznie skończyło się na tym, że zakupiłam Mediderm krem. 

Warto też dodać, że łagodził świąd.
Żel nie pogorszył mojego uczulenia.

Ale czy mi cokolwiek pomógł, poza doraźną ulgą? Szczerze mówiąc to nie wiem. Miałam co do niego wielkie oczekiwaniam, a w tej chwili nie wiem co o nim myśleć...



Skład
Wydaje mi się, że dobrze. 

Podsumowanie
Zatem żel aloesowy czeka jeszcze u mnie na inne zastosowania. Na pewno dobrze wygładzi czy nawilży skórę poparzoną lub suchą, ale chyba nie ma właściwości leczniczych czy nawadniających ;) 

Nie wiem co o nim myśleć, czy to tylko pic na wodę czy jednak ma jakieś ukryte zdolności, których jeszcze nie odkryłam? 

Używacie żelu aloesowego? Do czego i jak Wam się sprawdza? Dajcie znać :)
N.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Neutrogena Hydroboost nawilżający krem żel do ciała

Hej, hej Dziubeczki :D 

Jak tam w nowym roku? Ja mam na razie dobry humor, liczę na to, że z nowym rokiem posypią się fajne oferty pracy i znajdę swoje miejsce w świecie ;) 

A tymczasem mam dla Was recenzję kremu do ciała od Neutrogeny. Firma zdecydowała się rozszerzyć asortyment i wprowadziła do oferty między innymi żel - krem Hydro Boost inspirowany kremami do twarzy.

O Neutrogenie mam bardzo dobre zdanie, zwłaszcza w kwestii produktów do rąk, więc stwierdziłam, że dam jej szansę.



Opakowanie
No i cóż my tu dostajemy. Plastikową butelkę z pompką. Opakowanie jest błękitne, czyli kojarzy nam się  z wodą i co za tym idzie z nawilżeniem, dobry branding ;) 
Pompka wymaga odrobiny siły, można łatwo "dawkować" ilość kremu, więc plus.

Konsystencja
Krem, który kryje się w tym niebieskim opakowaniu ma rzeczywiście konsystencję żelowego kremu. 

Nie jest na szczęście taki galaretowaty jak ten z Avonu, bardziej jednak przypomina krem. Jest lekki, łatwo się wsmarowuje i szybko wchłania. Skóra się po nim nie lepi.
Krem jest dość wydajny, jedna pompka to prawie cała noga ;).



Działanie
Krem ma ładny zapach, jakby trochę kwiatowy? Chociaż trochę za słodki. Trzyma się na skórze, ale czuć go na szczęście tylko delikatnie. 

Po posmarowaniu się kremem skóra jest bardzo gładka, fajnie nawilżona. Niestety jest to bardzo powierzchowny efekt, bo wystarczy wejść pod prysznic albo nosić cały dzień ubranie, żeby poczuć nadal suchość skóry w smarowanym miejscu, niewiele się zmienia.
Ale nie uczula ani nie podrażnia, chociaż tyle ;)

Skład
Nic wyjątkowego.



Podsumowanie
Żel krem do ciała Hydro Boost od Neutrogena to poprawny kosmetyk. Dobrze opakowany, ma odpowiednią konsystencję, nie klei się i nie wywołuje swędzenia czy wysypki. Nie szczypie też po nałożeniu na świeżo ogolone nogi. Niestety jego działanie nawilżające jest zbyt słabe na moją przesuszoną skórę.
Dobry początek Neutrogeno, ale to jeszcze nie to ;)

Znacie Neutrogenę? Lubicie? :)
Buziaki, N.



czwartek, 27 grudnia 2018

Kosmetyczne prezenty

Hej, hej

Jak tam po Świętach Kochani? :) Objedzeni? ;) Ja mam chyba zapasy do Wielkanocy :D

A pod choinką znalazłam kilka fajnych rzeczy, w tym parę kosmetyków, którymi chcę się Wam pochwalić ;) Taki haul prezentowy :D 
Jesteście ciekawi? No to ruszamy ;)


Towarzystwo razem

Jako pierwszy przedstawiam Wam balsam marki Dr Irena Eris z kolekcji SPA Resort Japan.


Kosmetyk jest pięknie zapakowany. Jeszcze go nie otwierałam, więc nie wiem jak pachnie ani jaką ma konsystencję. Muszę najpierw wykończyć moją Neutrogenę. Ale wygląda pięknie :)


Ma odżywiać, relaksować i nawilżać. W składzie podobnież wyciąg z wiśni, olej brzoskwiniowy (napisane jest Prunus Persica  - i od razu brzmi bardziej elegancko :P) i z masłosza. 



Skład:


Kolejnym produktem z serii kremów jest krem do rąk od Lirene z jedwabiem morskim.
Pachnie roślinnie, ma zwyczajną, kremową konsystencję w białym kolorze. 
Kremów do rąk nigdy za wiele, Lirene lubię, więc na pewno się przyda. 
W składzie ma też olej z awokado i masło Shea. 
Według producenta ma odżywiać, wygładzać i nawilżać. 




Kolejny produkt to żel aloesowy od Aloe Pura, który przyleciał z Anglii :)

Nigdy nie miałam takiego kosmetyku, ale czytałam o tego typu żelach bardzo dużo dobrego, więc ostrzę sobie na niego zęby B-)



Skład żelu:


Następny w kolejce do przedstawienia jest peeling od Nacomi. A konkretnie peelingująca, puszysta pianka. 
Jak to działa? Nie wiem :P 
Na razie kończę mój peeling od Bielendy. Zresztą lubię jak moje zdobycze nabiorą mocy urzędowej :D



Ma mieć zapach porzeczki. 
W pudełku, "na sucho" pachnie jak porzeczkowa guma do żucia :P Fajny zapach. Kosmetyk wygląda jak zaschnięta pianka, więc jest bardzo obiecujący i apetyczny :)



Dostałam też perfumy Toma Tailora, pięknie opakowane. 



Zapach jest kobiecy, trochę kwiatowy, trochę owocowy, trochę słodki ale z nutą cytryny. 
Nie jest ciężki, ale nie jest to też lekki zapach. 
Nie wiem jak go określić, na pewno jest ładny :)



Zapach według opisu:

- nuta głowy: mandarynka, brzoskwinia, gruszka, morela, jeżyna
- nuta serca: cyklamen, magnolia, konwalia
- nuta bazy: drzewo sandałowe, piżmo, migdał



A przechadzając się po Rossmanie kupiłam sobie żel pod prysznic od Palmolive Egzotyczna Orchidea - pachnie cudnie, intensywnie kwiatowo :)

I odżywkę  do włosów od Isany; magnolia i lotus. Ma wygładzać i odżywiać. Kosztowała niecałe 5 złotych za 200 ml, więc grzechem było nie wziąć :P




No i co sądzicie? :) Miałyście któryś z tych kosmetyków, jak Wam się sprawdził? :)

Pochwalcie się, co dostaliście ;)

buziaki, N.






sobota, 7 kwietnia 2018

Włoskie mydełka Marsiglia in Fiore

Witajcie :)

Dzisiaj mam dla Was kolejne włoskie mydełka, tym razem florenckie, chociaż zakupione w Rzymie ;) nazywają się Marsiglia in Fiore i  pachną obłędnie. 



Opakowanie
Opakowania mydełek może nie są jakieś szalenie kolorowe czy przykuwające wzrok. Zrobione ze sztywnego papieru w rodzaju eko i w środku od razu mamy kosmetyk, nie owinięty dodatkowa folią, jak w przypadku np. Tresori d'Orient.

Zapach i zachowanie się w myciu
Mydełko to zwykła, kremowa kostka, która pod prysznicem ładnie się pieni, chociaż dzikiej piany się nie spodziewajcie. Jest też dość wydajne. Nie rozpuszcza się (jak np. Dove).

Jednak w przypadku zapachu, no to jest obłęd. Jak tylko otworzyłam pierwsze z kupionych na spróbkę mydełek, od razu poleciałam po kolejne, żeby je zabrać do domu, do Polski. Jedno mydełko to koło 80 euro centów, więc nie ma się co zastanawiać ;)

W każdym razie w moim sklepie były trzy wersje zapachowe. 
Słonecznik + miód, kwiat pomarańczy + migdał i aloes + owoc figi
Mydełko jest kosmetykiem roślinnym i mamy na opakowaniu informację, że tworzonym techniką "na gorąco", ale nie znalazłam żadnych super zalet ani wad takiego mydełka, po prostu, jest szybciej gotowe do użytku, niż takie "na zimno".
Przyznam szczerze, że ja na razie używałam tylko kostki aloesowo - figowej. Jej zapach mnie oczarował. Jest wyraźny, mocno roślinny, jednocześnie bardzo świeży ze słodką nutką. Pozostaje dość długo na skórze i długo unosi się w powietrzu, po użyciu go w kąpieli czy nawet do rąk.


Działanie
Mydełko nie podrażnia i nie wysusza, a nawet chyba nawet nieco nawilża, bo skóra po umyciu jest miękka i gładka.

Skład
Wydaje mi się, że całkiem przyzwoity. 
 

Podsumowanie
Jeśli  będziecie we Włoszech i trafi Wam się sklep o nazwie Todis (to taki rodzaj małego marketu, jak mała Biedronka), to idźcie tam, na część ogólną i znajdźcie półkę z chemią. Mydełka Marsiglia in Fiore powinny tam na Was czekać ;) Każda wersja przez papierek pachnie cudownie, świeżo, słodko, roślinnie i każda kosztuje kilkadziesiąt centów ;) Miła i jaka fajna pamiątka! :)

pozdrowienia, N.



 

czwartek, 22 marca 2018

Czuję miętę czyli odświeżający Lactacyd

Witajcie,

Muszę się z Wami podzielić moimi doznaniami :D za każdym razem jak używałam tego kosmetyku, to byłam szczerze zdziwiona jego działaniem ;)

Płyn do higieny intymnej Lactacyd fresh, albo w wersji polskiej - odświeżający.

Opakowanie
Opakowanie płynu jakie jest, każdy widzi. Wydaje mi się, że w Polsce jest wersja z pompką, we Włoszech niestety nie. Ale nie jest źle, żel dobrze wypływa.


Opis produktu
Ważne dla mnie jest, aby płyn do higieny intymnej zawierał kwas mlekowy. Czy rzeczywiście zawiera, to ciężko stwierdzić, ale wierzę w to, że tak , w składzie jst ;)
Oczywiście miał być odświeżający, reszty nie czytałam więc to, co później się okazało wprowadziło mnie w zdumienie ;) Ale o tym za chwilę.

Konsystencja
Żel jak to żel. Jest żelowy i przezroczysty. Lekko się pieni, nie jest wodnisty. Wszystko okej.


Działanie
No i się zaczyna. Żel pachnie miętą, to całkiem fajny zapach, niezbyt mocny. Ale po umyciu się kosmetykiem... znacie efekt chłodzenia po szamponach z wersji letniej z mentolem? No właśnie, to to samo dzieje się z naszą strefą intymną ;) Jest jej chłodno :D

Trochę to dziwne uczucie, sądzę, że wielu osobom może się nie spodobać i może nawet podrażniać. Mnie nie podrażnia (ani nie wysusza, chociaż nie wiem, co o tym uczuciu myśleć. Przechodzi dość szybko (mniej więcej po minucie) i pozostaje uczucie naprawdę dużej świeżości. 
Ale jest jeszcze jedna rzecz. Zapach. Bardzo ładny, miętowy, ale utrzymuje się na skórze. Nie jestem pewna, czy to zaleta. W sumie chyba tak :P



Skład
Aqua, Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Triethyl Citrate, Lactid Acid, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Parfum, PEG-7 Glyceryl Cocoate, PEG-55 Propylene Glycol Oleate, Propylene Glycol, Glyceryl Laurate, Menthol, Glycerin, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate.

Podsumowanie
To już któryś z kolei mój żel od Lactacydu. Lubię ich kosmetyki ale mentolowa wersja fresh budzi we mnie mieszane uczucia. Prawdopodobnie lepiej spisałaby się latem niż zimą (chociaż w Rzymie nie ma takich niskich temperatur jak w Polsce). Na pewno daje uczucie odświeżenia i czystości.
To żel dla odważnych :D

Miałyście tę wersję? ;)

pozdrowienia, N.

sobota, 3 marca 2018

Cosmia brzoskwiniowy żel pod prysznic

Cześć Kochani :)

Kosmetyki Cosmia kojarzy za pewne każdy z Was, dostępne są w Auchanie za niewielką cenę i wyglądają raczej dość przeciętnie. Czy są warte jakichkolwiek pieniędzy?

Opakowanie
Cosmia nie cieszy naszego wzroku fikuśnymi etykietami czy feerią barw, ot pastelowe kolory opakowania w zależności od wariantu zapachowego. 
Butelka jest plastikowa, dobrze leży w ręku, a zamknięcie na klik, łatwo się otwiera i można postawić na "głowie".


Konsystencja i zapach
Żel ma dość kremową konsystencję, trochę zbyt wodnistą, ale nie przecieka przez palce. Bardzo dobrze się pieni, chociaż jest średnio wydajny. 

Natomiast zapach ma bardzo przyjemny :) Ja mam wersję brzoskwiniową i rzeczywiście pachnie tak jak powinna, co więcej zapach utrzymuje się przez jakiś czas na skórze.



Działanie
Nie oczekujmy cudów, to zwykły żel, ani nie podrażnia (na szczęście), ani nie nawilża. Po prostu myje, ładnie pachnie i nie szkodzi. Kosztuje niewiele (ja go kupiłam poniżej 1 euro za 250 ml) i działa tak, jak należy. 


Podsumowanie
Jeśli wpadnie Wam w ręce żel pod prysznic Cosmii, zwłaszcza w atrakcyjnej, niskiej cenie, to myślę że śmiało możecie wrzucić go do koszyka. Żel pięknie pachnie, ma właściwą konsystencję i dobrze myje, nie podrażniając przy tym. Przyjemny kosmetyk za niewielkie pieniądze :)

Próbowaliście już kosmetyków tej firmy? :)

buziaki z Rzymu, N.


niedziela, 18 lutego 2018

Włoskie mydełko Tresori d'Oriente mirra

Witajcie! :)

Dzisiaj mam dla Was jedno z fajniejszych (według mnie :P) mydełek jakich próbowałam podczas mojej podróży po Europie (dla tych co nie wiedzą - tutaj znajdziecie info o co chodzi ;) ). Marka Tresori d'Oriente jest znana w Polsce głównie z żelów do kąpieli, we Włoszech poza żelami są też mydełka. 

Mydełko Tresori d'Oriente to spora kostka (150 gramów), które kosztuje około 2 euro.




Opakowanie
Mydełko dostajemy w tekturowym opakowaniu, owinięte i zaklejone papierem. Według mnie wygląda to bardzo ładnie i sprawia, że klient ma poczucie, że kupuje lepszy produkt. 
Graficznie pudełeczko jest zaprojektowanie w tonie minimalistycznym, wygląda naprawdę przyjemnie dla oka.


Zapach
Pomimo dodatkowego papieru pakunkowego zapach mydełka i tak dobrze czuć przez opakowanie. Jest intensywny ale mimo to nie nieprzyjemny i niezbyt mocny - nie dusi. Moja wersja kosmetyku to mirra, czyli wonna żywica i to właśnie ten zapach, na pewno skojarzycie go z kadzidełkami. 
Najlepsze jest to, że zapach utrzymuje się na skórze po kąpieli i wcale nie jest ledwo wyczuwalny. Pachnie nim łazienka i ciało przez jakiś czas. 

Działanie
Mydełko nie wysusza ani nie podrażnia skóry ale też nie używam go do kąpieli codziennie.




Podsumowanie
Jedynym minusem mydełka według mnie jest jego rozmiar - ze względu na wagę mydło jest duże i trochę ciężko się nim myć. W ręku leży dobrze i do mycia rąk jest okej, ale do mycia ciała początkowo jest trochę nieporęczne. Warto za podkreślić egzotyczny, wspaniały zapach, który długo się utrzymuje na skórze. 


Na zdjęciu mydełko się trochę odbarwiło od leżenia na wilgotnym miejscu.

Znacie markę Tresori d'Orient? :)

pozdrowienia z Rzymu! :)
N.

sobota, 20 stycznia 2018

Włoski płyn pod prysznic z olejkiem arganowym

Cześć Kochani,

ostatnimi czasy pomieszkuję w Rzymie i chcę się dzisiaj z Wami podzielić jednym z tutejszych kosmetyków pod prysznic (staram się używać takich, których nie ma w Polsce ;) ). 

Właściwie jest to płyn do kąpieli, raczej przeznaczony do wanny, ale co tam. Był tani i fajnie pachniał :P Poznajcie Bagnoschiuma Pino Silvestre.

Opakowanie
Opakowanie nawiązuje do nazwy - czyli do sosny. Kosmetyk dostajemy w butelce przypominającej szyszkę. Wbrew pozorom nie jest nieporęczne. Myślałam, że będę przelewać żel do mniejszej butelki, ale nie było takiej potrzeby. 
Plastik jest dość twardy a zamknięcie na klik, łatwo się otwiera i zamyka.


Konsystencja i zapach
Żel niby jest z olejkiem arganowym, ale jak dla mnie to sosnowa odmiana męskich perfum :D trochę cierpka, trochę świeża. Bardzo ciekawy, ładny zapach. Zdecydowanie nie pachnie jak znane nam kosmetyki z dodatkiem arganowego olejku.

Konsystencja zwyczajna, żelowa, koloru lekko brązowego. 
Podczas mycia się żel nie spływa od razu z wodą, więc nie trzeba łapać go i z prędkością światła wcierać w skórę, żeby zdążyć przed jego odpłynięciem :P

Działanie
Żel od Pine Silvestre to zwyczajny żel pod prysznic. Nieźle się pieni (ale bez szału), świetnie pachnie (chociaż zapach nie utrzymuje się na skórze). Nie podrażnia też, ale też niespecjalnie nawilża. Ot, taki umilacz kąpieli :)

Skład
Niezbyt wyraźne, ale widać, że skład długi. Nie jest to kosmetyk z tych naturalnych.
 
Podsumowanie
Żel od PineSilvestre nie skradł mojego serca, chociaż nie można mu nic zarzucić. Ciekawy zapach to jego duża zaleta. Jak będziecie we Włoszech możecie sięgnąć po ten kosmetyk, ale nie musicie go szukać za wszelką cenę ;)

Pozdrowienia!
N. 

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Felce Azzura - kwiaty pomarańczy pod prysznicem

Cześć Kochani :)

Dzisiaj przychodzę do Was z włoskim żelem pod prysznic firmy Felce Azzura.
Czy to lepszy kosmetyk, niż te spotykane w polskich drogeriach? Przekonajcie się ;)

Opakowanie
Żel od Felce Azzura dostajemy w pękatej buteleczce, która swoją fakturą przypomina falowaną tekturę. Nie wiem, czy to zabieg z premedytacją czy tak im wyszło ;) Całość opakowania niezbyt przyciąga wzrok, ale kosmetyk był w promocji (99 euro centów :P) więc się skusiłam ;)

Zapach i konsystencja
Zapach kosmetyku jednak jest bardzo ładny, to delikatne kwiaty pomarańczy. Pięknie pachnie pod prysznicem. Dobrze się też pieni, ale niestety jest zbyt wodnisty i trzeba uważać, żeby nie spłynął zanim go nałożymy na ciało.




 
Działanie
Żel dobrze myje i nie wysusza (dla porównania jedno z tutejszych oliwkowych mydełek sprawia, że po użyciu go mam dłonie jak dinozaur :P). Niestety zapach nie utrzymuje się na skórze.

Skład
Zwyczajny, drogeryjny kosmetyk.
Podsumowanie
To zwyczajny żel pod prysznic. Gdyby nie jego zbyt rzadka konsystencja w niczym nie ustępowałby innym popularnym kosmetykom, a do tego nie wysusza i nie uczula no i pięknie pachnie. Można po niego sięgnąć, gdyby wpadł Wam w ręce ;)

pozdrowienia, N.

 

sobota, 23 września 2017

Bielenda olejek arganowy 3 w 1


Cześć :)
Przedstawię Wam dzisiaj mój uniwersalny kosmetyk, który zabrałam ze sobą w podróż 

Bielenda olejek arganowy 3 w 1 do ciała, twarzy i włosów.

Chciałam wziąć kosmetyk, który nie będzie ważył tony (czyli nie będzie w szklanej butelce), ani nie skończy się po tygodniu i nada się do wszystkiego, dlatego zdecydowałam się ostatecznie na ten wynalazek. Czy słusznie?

Opakowanie
Olejek od Bielendy dostajemy w przezroczystej, ładnej buteleczce z pompką. Jest lekka i poręczna. Pompka dobrze działa i wypsikuje strumyczek kosmetyku, nie jest to na szczęście mgiełka.
Na jedną nogę potrzeba dwóch - trzech psiknięć ;)
 

Konsystencja i zapach
Olej jak to olej, tłusty. Na szczęście nie bardzo i chwilę po wtarciu go w ciało wysycha – to wielki plus, bo nie cierpię konsystencji olejków.
Pachnie bardzo przyjemnie, lekko waniliowo. Zapach jest delikatny, nie nachalny i po jakimś czasie ledwo wyczuwalny na skórze. 

Działanie
Olejek nieźle się spisuje, ładnie nawilża i radzi sobie z przesuszoną skórą, ale tylko do czasu prysznica. Nie jest to nawilżenie długotrwałe niestety. 
Kompletnie nie pomaga w długotrwałej walce z suchą skórą. Czasem wcieram go też w końcówki włosów (ale tylko przed myciem, inaczej moje włosy wyglądają okrutnie, są przyklapnięte, obciążone) no i używam również do twarzy, ale tutaj przeszkadza mi tłustawa powłoka, która się nie do końca wchłania. 
 
Jestem z niego w miarę zadowolona :)  nie jest to ten sam komfort co z kremikiem, ale ujdzie ;) Chociaż tęsknię już za balsamem... 

Skład
Nie jest to oczywiście czysty olejek arganowy:

Glycine Soja Oil Unsaponifiables, Caprylic/Capric Tri-glyceride, Argania Spinosa Kernel Extract, Elaeis Guineensis Oil, Tocopherol, Squalene, Ascobryl Palmitate, Beta - Sitosterol, Parfum, Cinnamal, Eugenol, Hexyl Cinnamal,
Hydroxyisohexyl-3-Cyclohexene Carboxyaldehyde, Limonene





A wy, lubicie olejki albo suche olejki? Jakie najbardziej? :)
Pozdrawiam z Serbii, N.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...